niedziela, 5 grudnia 2010

Alice, cz 2

Alice przerwała na chwilę, zastanawiając się nad czymś. Po chwili podjęła przerwany wątek.

- Widzisz, tamtego dnia, gdy nie przyszłam...po raz pierwszy... Bardzo się spieszyłam. Przez nieuwagę wpadłam pod samochód. Nie był to straszny wypadek, ale lekarze uparli się, żeby zatrzymać mnie w szpitalu na trochę. Na obserwacji. W efekcie zajęło im to miesiąc. Chciałabym ci tyle powiedzieć... - westchnęła cicho, patrząc na korony drzew. - Przyszłam tu w konkretnym celu, pewnie się domyślasz.

Gdy wróciłam ze szpitala, nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Mój dom bardzo się zmienił. Był co prawda w tym samym budynku - zaśmiała się krótko, nerwowo. - ale zmieniła się atmosfera. Z zewnątrz wszystko wyglądało wspaniale, naprawdę. Rodzice i starsza siostra czekający na mój powrót. Jak w jakiejś bajeczce. Pies z radości nie mogący usiedzieć na miejscu. Cudowny obrazek. Naprawdę się cieszyłam, myślałam, że teraz wszystko będzie jak zawsze. Pokój wyglądał tak, jakbym z niego nawet nie wychodziła, jakby też czekał na mój powrót.

Dopiero później, gdy skończyły się już odwiedziny krewnych, świętowanie i ogólne zamieszanie, a ja mogłam wrócić do starego porządku dnia, miałam czas na myślenie i obserwowanie... Zauważyłam tyle zmian! Dziwię się, że nie dotarło to do mnie od razu, pomimo tego całego zgiełku.

No, ale, koniec końców... Nie wiem, jak to powiedzieć... Słowa nie chcą ułożyć się tak, jak tego potrzebuję. Nie słuchają mnie. Tylko ty cierpliwie czekasz, aż je poukładam w odpowiedniej kolejności, tak, jak być powinny. - Alice znów przerwała. - To trudne.

Dziewczyna oparła głowę o chłodny mur. Nie mówiąc na głos ani słowa, skróciła wydarzenia jednego roku do kilkunastu zdań. Więcej nie było potrzebne, baszta wiedziała. Rozumiała.


Po powrocie Alice do domu, przez pewien czas panowało wielkie zamieszanie. Niemalże co dzień ktoś przychodził, niejednokrotnie było to kilku ktosiów, ogólna radość,  powitaniom, pytaniom i opowieściom nie było końca.
- Bo wiesz, w szpitalu nikt mnie nie odwiedzał. Tylko rodzice i siostra. To nie było miłe. Czasem ktoś napisał smsa. Czułam się tak cholernie, cholernie samotna. A potem nagle wszyscy razem przyszli do domu, nie pytając, czy mogą. Może marudzę, ale... No... Wolałabym, żeby tego nie było...
    Potem, gdy to nareszcie się skończyło... Najpierw się cieszyłam, że mam spokój, ciszę, mogę odpocząć, pomyśleć... Przez pierwsze 2-3 dni było OK. Potem, przez przypadek, usłyszałam kłótnię rodziców. Zdziwiło mnie to, bo nigdy się nie kłócili... Kłocili się... o mnie... Mama zarzucała tacie, że to przez niego był mój wypadek. Bo kazał mi pobiec do sklepu i szybko wrócić. Wtedy tato kazał mamie się zamknąć. Nie posłuchała, więc ją uderzył. Z tamtego dnia pamiętam jeszcze tylko, że zamknęłam się w pokoju i płakałam. Długo. Później siostra powiedziała mi, że to trwa od dnia mojego wypadku. Że to nie pierwszy raz i na pewno nie ostatni. Potem... Potem było jeszcze wiele, wiele awantur... Ani ja, ani ona nie mogłyśmy tego znieść. To było straszne! Obie pogorszyłyśmy się w nauce, schudłyśmy, stałyśmy się bardzo nerwowe. Zaczęłyśmy nawet spać razem i chowałyśmy głowy pod poduszki. Na wszelki wypadek, gdyby któraś obudziła się w nocy, a oni akurat by się kłócili. Najpierw powodem był mój wypadek. Potem wystarczył byle pretekst. I tak to trwało... Moje wyjścia z domu zaczęły ograniczać się do szkoły. Wykręcałam się nauką. Teraz myślę, ze wierzyli w to, bo było po prostu wygodne. Nikt nie chciał widzieć problemu. Niedawno rodzice się rozeszli. Chciałabym powiedzieć, że żałuję...

Alice wstała i otrzepała spodnie.
- Dziękuję ci za twoją cierpliwość. Jesteś niezwykła. - pogładziwszy czule stare mury, uśmiechnęła się lekko. Weszła do środka.

Wyglądała dokładnie tak, jak się spodziewała, mimo to poczuła się troszkę rozczarowana. Po ziemi przebiegło kilka wystraszonych jaszczurek. Parę uszkodzonych cegieł, gałązki, trawa. Nic specjalnego.
- Teraz powinnaś zakończyć mój żywot. Cegłówką. - mruknęła cicho, chowając ręce w kieszeniach i patrząc wymownie w górę. - Co ty na to?

2 komentarze: